Artykuł o śp. o.W. Kowalczyku CP

ARTYKUŁ O ŚP. O.WOJCIECHU KOWALCZYKU

 Z OKAZJI 1. ROCZNICY JEGO ŚMIERCI

 I ŚWIATOWEGO DNIA CHOREGO
artykuł niedziela

Poniżej zamieszczamy kopię artykułu, jaki ukazał się w tygodniku "Niedziela" z dn. 12.02.2017 z okazji obchodzonego 11 lutego Światowego Dnia Chorego, a także z racji pierwszej rocznicy śmierci Ojca Wojciecha Kowalczyka CP (najpierw fotokopia artykułu, a potem sam tekst artykułu - większą czcionką niż to oddaje fotokopia):

art niedziela1

art niedziela2

Artykuł z okazji Światowego Dnia Chorego
w 1. rocznicę śmierci śp. o.Wojciecha Kowalczyka (1976-2016)
pt. "Aby cierpienie się nie zmarnowało"


"Cierpienie jest na świecie po to, aby wyzwalało miłość i rodziło
uczynki miłości bliźniego. Aby nie zmarnowało się cierpienie!"
(św. Jan Paweł II, Audiencja generalna, 15.11.1978)

23 stycznia br. minęła pierwsza rocznica śmierci o.Wojciecha Kowalczyka ze Zgromadzenia Męki Jezusa Chrystusa (pasjoniści) posługującego w parafii pw. Matki Boskiej Bolesnej w Łodzi-Teofilowie. Ojciec Wojciech przez kilkanaście miesięcy mężnie dźwigał swój krzyż, zmagając się z chorobą nowotworową. W kontekście obchodzonego 11 lutego Światowego Dnia Chorych warto przypomnieć postawę zmarłego pasjonisty w tej chwili wyzwania, jakie zawsze niesie ze sobą jakiekolwiek cierpienie - fizyczne czy psychiczne. Warto ją przypomnieć, bo trwanie o.Wojciecha w godzinach jego próby było piękną egzemplifikacją słów św. Jana Pawła II: "Cierpienie jest na świecie po to, aby wyzwalało miłość i rodziło uczynki miłości bliźniego. Aby nie zmarnowało się cierpienie!" (Audiencja generalna, 15.11.1978). Ojciec Wojciech zaakceptował i nadał głęboki sens swej chorobie, dał przykład świadomego umierania dla Pana i z Panem.

Od samego początku swoich problemów zdrowotnych w każdej rozmowie, gdy słyszał życzenia powrotu do zdrowia, o.Wojciech odpowiadał, że wszystko jest w rękach Boga i że całkowicie oddaje się Panu w tym doświadczeniu. Gdy słyszał zapewnienia o modlitwie czy o odprawianych Mszach Św. w intencji jego uzdrowienia, cały czas pokreślał, żeby nie prosić Boga o zdrowie, ale o wypełnienie się woli Bożej, że tylko tego pragnie.

"Przez dni mojej choroby doświadczyłem, że obecność i miłość Boga Ojca wystarczała mi za wszystko."
(o.Wojciech)

Ojciec Wojciech często mówił, że cierpienie jest łaską, darem, który trzeba umieć przyjąć; i to przyjąć z wdzięcznością, bo ono - cierpienie - zbawia świat. Patrząc na pasjonistę, każdy wiedział, że to nie są puste słowa, lecz rzeczywistość, którą żyje. Zaświadcza o tym m.in. br. Franciszek Salezy Chmiel - kapelan Szpitala Ojców Bonifratrów w Łodzi: "Spotkałem go bardzo cierpiącego. Przejęty do bólu tą chorobą, tym cierpieniem, natomiast na zewnątrz w ogóle tego nie pokazywał, to było jakby dwa różne światy. Cały ten balans cierpienia był w nim, natomiast na zewnątrz, na jego twarzy, w jego usposobieniu - nie, nawet był w stanie się uśmiechnąć, co mnie wtedy zaskoczyło, bo przecież znałem Jego wyniki i wiedziałem, jak sytuacja jest poważna".

Ojciec Wojciech chorował na nowotwór żołądka. W tej chorobie ból często jest nie do opanowania, siły fizyczne słabną, rak wyniszcza cały organizm. A mimo to - jak zaświadcza siostra zakonna, pielęgniarka Oddziału Medycyny Paliatywnej - "Za każdym razem, gdy wchodziłam na salę do o.Wojciecha ogarniało mnie wrażenie, że za chwilę spotkam się z kimś wyjątkowym. Był to człowiek niezwykle rozmodlony, zawsze z różańcem. Ten pokój tchnący z modlitwy, z bliskości bycia z Jezusem dało się widzieć u o.Wojciecha. Na jego twarzy nie było widać cierpienia, bo zawsze zasłaniał je uśmiech. Jedynie to wyniszczone, wychudzone ciało mówiło o strasznej chorobie."

"Jeśli kochasz - cierpienie staje się słodkie."
(o.Wojciech)

Wiele osób podkreśla fakt, iż zmarły pasjonista nie był cierpiętnikiem, nie absorbował sobą innych, nie koncentrował się na swojej chorobie, a wręcz - w miarę swych skromnych możliwości fizycznych - jeszcze służył innym. Przykładem może tu być opieka nad chorym 85-letnim pasjonistą o. Romualdem, któremu podawał leki, towarzyszył przy posiłkach, wychodził na wspólne spacery, pielęgnował go. Służył bliźnim nawet podczas pobytów w szpitalu, gdzie zawsze wyrażał gotowość do przyjmowania i wysłuchiwania ich. A gdy, widząc nieraz już skrajne zmęczenie o. Wojciecha, próbowano ograniczyć ilość tych wizyt, protestował: "Nie zabraniajcie, widocznie ludzie tego potrzebują". Realizował swój charyzmat kapłaństwa do końca - nawet gdy nie miał sił mówić, imponował poprzez swoją umiejętność słuchania.

Póki było to możliwe, posługiwał także jako kapłan, przy ołtarzu. Kiedy już nie mógł o własnych siłach, to był zwożony do szpitalnej kaplicy na wózku i "odprawiał Mszę Św., modlił się bardzo glęboko, dużo wcześniej przed Mszą, ale potem jeszcze po Mszy Św." (br. Franciszek Salezy Chmiel). To modlitewne przygotowanie przed i dziękczynienie sprawowane po Eucharystii wyróżniało pasjonistę przez wszystkie lata kapłaństwa, a przeżył ich tylko niecałe sześć... Pismo św., brewiarz, "Dzienniczek" św. s. Faustyny - to były jego codzienne lektury.

Poruszające świadectwo rozmodlenia o. Wojciecha aż po ostatnie dni życia daje kapelan Szpitala Ojców Bonifratrów: "leżał przykryty poszwą i w rękach miał Krzyż, bardzo mocno ściskał ten Krzyż. (...) zapytałem go: 'Modlisz się, prawda?'. On tylko kiwnął głową , że tak (...) i to pokazywało, że cały czas był jakby na tym Krzyżu, ale i blisko tego Krzyża. (...) jak chodzi o te zewnętrzne znaki, modlitwa, brewiarz i to świadectwo, jakie dał, wyróżniał się od wszystkich innych, nawet kapłanów, którzy są w szpitalu." Tym samym o.Wojciech w sposób heroiczny wypełniał zalecenia założyciela pasjonistów św. Pawła od Krzyża: "Całe życie Jezusa było Krzyżem. Całe życie tego, kto służy Bogu, winno być więc takie, by zostać na Krzyżu z Jezusem".

"Mam być nieustanną ofiarą wynagradzania Bogu Ojcu za obojętność, niewiarę i grzechy - mogę wynagradzać, ofiarowując cierpienia Pana Jezusa i z Nim współcierpiąc."
(o.Wojciech)

Ojciec Wojciech nie tylko sprawował Msze, ale sam stanowił ofiarę złożoną Bogu. Swej choroby nie traktował bowiem jako dopustu Bożego, ale jako okazję, by wynagradzać Panu i wstawiać się u Niego w sobie wiadomych intencjach. Znosił ból z pokorą i z radością, że może cierpieć dla Chrystusa. Często mawiał, że Chrystus cierpiał o wiele więcej, a nasz ból przy tym, co On dla nas wycierpiał, to nic. Ojciec Wojciech nigdy nie skarżył na uciążliwość swojej choroby, że ma jej dosyć. Choć kiedyś przyznał, że chemia tak bardzo go fizycznie obciąża i kosztuje, iż zgadza się na nią tylko w duchu posłuszeństwa. Ale nigdy nie zgłaszał personelowi medycznemu, że cierpi i oczekuje jakiś leków uśmierzających ból.

Wręcz przeciwnie - zainspirowany postawą chorującej na raka kości bł. Chiary Badano, do której miał nabożeństwo - postanowił odmawiać przyjmowania morfiny, bo mu stępiała zmysły, zmniejszała świadomość: świadomość potrzebną, by sprawować Eucharystię, odmawiać brewiarz, modlić się oraz świadomość bólu, a przecież chciał go ofiarowywać jako akt ekspiacji. Na słowa pewnej siostry zakonnej, że ona nie umiałaby tak wytrzymać bez leków przeciwbólowych, o. Wojciech odpowiedział: "To jest możliwe... Jak się ukocha cierpienie, to wszystko jest prostsze". A poza tym - dodawał - że idzie razem z Jezusem, że nie jest sam.

"Jeśli w ciągu naszego życia będziemy dbać o tę bliską relację z Bogiem Ojcem przez wiarę, to będziemy przygotowani na moment śmierci, który będzie dla nas radosnym momentem spotkania się z naszym kochającym Ojcem w wieczności już 'twarzą w twarz'."
(o.Wojciech)

Ta postawa dzięcięcej ufności i oddania się w pełni w ręce Dobrego Pasterza szczególnie była widoczna podczas rozmów o śmierci i pytań, czy jest na nią gotów, czy jej się nie boi. Z rozbrajającym uśmiechem, pogodą ducha i całkowitym zdaniem się na łaskę dobrego Stwórcy mówił: "Jestem dzieckiem, a Bóg kochanym Ojcem - czego dziecko ma się bać?".

Ojciec Wojciech Kowalczyk był pasjonistą, czyli zakonnikiem zgromadzenia, w którym składa się dodatkowy czwarty ślub mówiący o rozważaniu i głoszeniu Męki Pańskiej. O. Wojciech swoim sposobem przeżywania choroby i umierania wypełnił ten ślub w sposób doskonały. Jak to ujął ks. abp Władysław Ziółek podczas Mszy św. pogrzebowej 28.01.2016: "To była dla mnie, mogę to wyznać, wzruszająca katecheza o chrześcijańskim sensie ludzkiego cierpienia". Zmarły pasjonista przez wszystkie lata swej posługi zakonnej był katechetą w szkole - zresztą bardzo lubianym przez dzieci, które na przerwach nie odstępowały go na krok. Można jednak zaryzykować stwierdzenie, że najważniejszą katechezą Ojca Wojciecha było jego powolne odchodzenie do Domu Ojca. Takie odchodzenie, które "wyzwalało miłość" i sprawiało, że to cierpienie z pewnością "nie zmarnowało się". Na wieść o śmierci ojca Wojciecha abp Marek Jędraszewski powiedział: "Bo trzeba mieć również łaskę odchodzenia i umierania".

Poprawiony (poniedziałek, 06 marca 2017 08:49)

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Codzienne komentarze do czytań
Podziękowania i prośby do Patronki parafii

MBB03

9 intencji w ubiegłym tygodniu.

Matka Boska Bolesna
Odnowa w Duchu Św. "Łaska Pana"