Komentarz Poniedziałek 19 listopada

Poniedziałek, 19.11.2018 r.

Pierwsze czytanie: Ap 1,1-4; 2,1-5a

W powszechnym odczuciu przeciętnego katolika Objawienie Jezusa Chrystusa, czyli Apokalipsa św. Jana, uchodzi za najbardziej tajemniczą księgę Nowego Testamentu. Jest w tym wiele prawdy i są tego przyczyny, warto im się przyjrzeć.
Pierwsza przyczyna, księga ta jest za rzadko czytana i wyjaśniana w liturgii. Druga, to nasza ograniczona znajomość symboliki Starego Testamentu i standardów kulturowych świata semickiego i hellenistycznego, np. literatury apokaliptycznej. Trzecia przyczyna, to przez analogię do powolnego narastania proroctw mesjańskich w historii zbawienia, stopniowe, choć nie chronologiczne, odsłanianie się tajemnic Objawienia. Bóg, pragnąc ratować człowieka, nie stosuje od razu wszystkich metod wychowawczych, nagród i kar, których symbolami są np. jeźdźcy i aniołowie z trąbami.
Błogosławieni są przejęci treścią tego proroctwa, gdyż tylko wtedy wytrwają do końca przy Chrystusie i Jego nauce. Kiedy odchodzimy od charyzmatu pierwotnej miłości? Gdy pragmatyka i konformizm życia codziennego przesłaniają Miłość Boga i bliźniego.

Apokalipsa, to bardzo chrystologiczna Księga. Poznajemy w niej nowe oblicza Chrystusa: to już nie jest łatwy do wyobrażenia, "swojski" Syn Człowieczy, ale jeszcze nie oglądany Syn Boży, Bóg w Trójcy Jedyny, którego zobaczymy dopiero w Nowym Jeruzalem.

Psalm responsoryjny: Ps 1, 1-2, 3.4 i 6

Psalmy to nic innego jak religijne liryki Izraela. Suma zastosowanych w nich artystycznych środków wyrazu, jak np. symbolika, rytm czy obrazowość ma zbudować w słuchaczu przekonanie o słuszności Prawa Bożego. Nie zapominajmy, że Psałterz jest to także wspaniała poezja śpiewana. Skala doznanych wrażeń ma pomóc zapamiętać na całe życie głoszoną w nich prawdę.

Psalm 1, obecny w dzisiejszej Liturgii Słowa, jest jakby prologiem do całego Psałterza. Musi więc to być mocny początek. Dlaczego kanoniści Starego Testamentu postawili go na pierwszej pozycji?

Jego przesłaniem jest uniwersalny imperatyw serca i rozumu, aby mężnie poznawać i żyć prawem, czy szerzej - Słowem Bożym. Kto to czyni, staje się szczęśliwym lub błogosławionym. To genialne porównanie do nadrzecznego drzewa tłumaczy wszystko: stały dopływ łaski, przynoszenie owoców, odporność na wszelkie przeciwności. Jakby w kontraście do solidnie zakorzenionego drzewa symbolem człowieka niesprawiedliwego, a więc grzesznika, jest plewa. Plewa podatna jest na wszelkie powiewy, czyli pokusy. Z doświadczenia wiemy, że jest bezużyteczna.

Człowiek medytujący Pisma "świeci" Bogiem, natomiast grzesznik "zionie" ciemnością. Chrystus wypełniając doskonale Prawo, wyniósł je na wyższy poziom, bo zastąpił Miłością. Swoim życiem i nauczaniem dał liczne przykłady, gdy miłość stawała ponad Prawem.

Ewangelia: Łk 18,35-43

Takim bezimiennym niewidomym mogę być także i ja. Siedzę gdzieś na drodze mojego życia, obarczony problemami nie do rozwiązania, z długą listą nie wysłuchanych intencji i kolejnych pomysłów na przekonanie Boga o słuszności moich argumentów. Mogę tak jeszcze długo siedzieć.
Bo tak naprawdę, to czekają dwie osoby - ja i Chrystus. Chrystus czeka na moją decyzję, aby poważnie porozmawiać, gdy już dojrzeję do takiego spotkania z Nim. Ta dojrzałość jest ważniejsze od determinacji. Bowiem to od poziomu mojej wiary, ufności Bogu i miłości do Niego zależy nie tylko to, czy i co będę wołał, ale także zależy mój czas czekania.

Bóg pragnie mojej świętości. Wszystko, co do niej nie prowadzi, jest marnością lub chwilowym etapem drogi zbawienia albo drogą na zatracenie. Pomiędzy mną tu i teraz a świętością jest tak, jak z byciem ślepcem i widzącym. Przepaść. Ale właśnie tak przepastna jest Boża miłość.

Gdy więc dojdę do tego, że któż jak nie Bóg, jak nie Chrystus jest całą moją nadzieją, wtedy gotowy na wszystko zacznę wołać, świadomy swej marności: "Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną". A to jest już nawrócenie, ale i też dopiero początek drogi przez tłum. Dla wielu to szczyt marzeń i spełnienie się próśb modlitwy wstawienniczej. Można też latami bić się w piersi z żalu za grzechy, a nie postąpić kroku do przodu w rozwoju duchowym. To znak nie zerwania z głównym grzechem przeszłości albo braku ufności w Boże Miłosierdzie.

Jestem gotowy na wszystko, bo przyjmuję wszystko jako wolę Bożą. Ale i to jeszcze nie wszystko. Nie mówię do Boga: zrób, co chcesz. Pan mnie szanuje, na pewno zapyta: "co chcesz, abym ci uczynił?". Czy znam odpowiedź na to pytanie? Czy już do niej dojrzałem? Jak uczy św. Charbel, wybór kierunku drogi jest ważniejszy od prędkości poruszania się.

Czasami trzeba dorastać latami, aby osiągnąć wytrwałość; trzeba nie tylko modlitwy, ale postu i jałmużny, a czasem - dla wybranych - zjednoczenia z Chrystusem na krzyżu.

Andrzej Kowalski

Poprawiony (niedziela, 18 listopada 2018 23:08)