Strona główna > Historia zgromadzenia > Zmarł ojciec Czesław Duda, Pasjonista

Zmarł ojciec Czesław Duda, Pasjonista

Zmarł misjonarz ojciec Czesław Duda

czeslaw-duda -nie-zyje
Nie żyje ojciec Czesław Duda, duchowny ze zgromadzenia Ojców Pasjonistów. Przez blisko 30 lat pracował w samym środku Czarnej Afryki - Demokratycznej Republice Konga (dawny Zair). Przetrwał tam lata pełne zawieruch wojennych: rebelii i wojen.

Zaczynał swoją posługę w diecezji Czombe i tam też prowadził swoją ostatnią parafię w miejscowości Lodja. Znajduje się ona w samym środku Afryki, mniej więcej 180 km na południe od równika. Bywało, że przez całe lata był tam jedynym białym w promieniu setek kilometrów, a podróż do niego wiązała się z żeglugą łódką przez ok. 3 tygodnie rzekami płynącymi przez tereny objęte walkami domowymi i kontrolowanymi przez różne wrogie sobie plemienia i frakcje polityczne.

- Ale w drugą stronę, do Kinszasy, płynęło się już szybciej bo z prądem rzek zmierzających do Atlantyku - żartował o. Duda, chcąc zrzucić z siebie "odium heroizmu".

Jako jedyny biały człowiek znał język otelela, którym posługuje się 6 milionowe plemię Telela. Kochał swoich braci, kochał ich język, historię i kulturę. To z tego plemienia ("od nas" - jak mawiał ojciec Duda) wywodził się pierwszy premier niepodległego Zairu Patrice Lumumba.

Swój kościół i całą misję zbudował sam. Dosłownie! Każdą cegłę własnoręcznie formując i wypalając w słońcu. Zbudował szkołę, wodociąg z systemem filtracji. Stworzył placówkę Caritasu. Opiekował się miejscowym szpitalem i kolonią trędowatych. Był mędrcem i autorytetem dla wszystkich: niejednokrotnie uczestniczył w posiedzeniach sądów plemiennych. Był też lekarzem, mechanikiem, architektem, rolnikiem, krawcem, informatykiem. Wcielał się w każdą postać, by tylko służyć ludziom. Innym poświęcił całe swoje życie. Miłości do bliźnich nigdy nie musiał udowadniać: świadczyła o niej każda sekunda Jego życia.

Żegnamy Cię z "Krainy Białych Ludzi" - jak przedstawiałeś swoim braciom Polskę. Wierzymy Czesiu, że na spotkaniu ze Św. Piotrem pomyślnie przeszedłeś "próbę lamparta" (test prawdomówności plemienia Telela) i jesteś w świecie, o jakim marzyłeś i jaki budowałeś: świecie bez wojen, chorób, głodu i pełnego miłości. Ale, Przyjacielu, odszedłeś za wcześnie ...

W każdym powołaniu misyjnym związanym z wyjazdem do Afryki czy na inny egzotyczny kontynent jest ukryte trochę chęci skosztowania przygody i odrobina idealizmu. Młodego gna ciekawość świata, ciekawość ludzi, odmienności kultur. Nie zdaje sobie sprawy ze skali trudności i zagrożeń. Pierwsze lata pracy misyjnej rozwiewają te młodzieńcze zapały. Powołanie weryfikuje się, oczyszcza z typowo ludzkich elementów. I dopiero wtedy dokonuje się zasadniczy wybór - wracać czy zostać i dzielić z tymi ludźmi swoje własne życie. Najważniejsze jest to, by stać się ?jednym z nich" i w ich konkretnej rzeczywistości głosić orędzie zbawcze Chrystusa. Z biegiem lat powołanie oczyszcza się jeszcze bardziej i misjonarz wchodzi w zaangażowanie nadprzyrodzone, które jest najistotniejsze. We mnie dokonała się przemiana sposobu myślenia o człowieku jako takim. Zacząłem dostrzegać ogromne wartości - ludzkie i Boże - w Afrykańczykach. Misjonarz jedzie do nich po to, aby ich nawracać, a tymczasem okazuje się, że zastaje tam bogatą kulturę, bardzo wrażliwych ludzi, którzy czasami są bardziej moralni, lepiej czujący to, co piękne w człowieku, niż Europejczycy. Wtedy zaczyna się zwracać większą uwagę na sposób i jakość głoszenia Ewangelii, ponieważ w Afryce trzeba być bardziej świadkiem miłości Bożej wśród ludzi niż głosicielem ideologii chrześcijańskiej.

Materiał ze strony www.tvp.info  oraz www.passio.info.pl 

Poprawiony (poniedziałek, 15 października 2012 16:51)

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież