Komentarze do niedzielnych czytań Bractwa Słowa Bożego

XXXIII Niedziela Zwykła - 18.11.2018 r.

bractwo slowa.

Pierwsze czytanie: Dn 12,1-3

W czytanym dziś fragmencie Księgi Daniela opisującym koniec czasów wybijają się trzy zagadnienia: zwycięstwo Świętego Michała Archanioła nad siłami Złego, zmartwychwstanie umarłych i wyniesienie do chwały sprawiedliwych. Zapowiedziana tu rola Świętego Michała będzie potwierdzona i uzupełniona w Księdze Apokalipsy (Ap 12,7-9).

Choć w Psalmach i w innych księgach Starego Testamentu pojawiał się wątek ufności w nieśmiertelność duszy, to właśnie przesłanie Księgi Daniela miało utwierdzić wiernych Izraela w przekonaniu o powszechnym zmartwychwstaniu ciał. Ciekawe, że przekonała ona faryzeuszów, ale nie saduceuszów, duchowych przywódców Izraela, którzy sprawowali władzę nad świątynią jerozolimską i byli potomkami najwyższego kapłana Sadoka. Więcej szczegółów o zmartwychwstaniu przyniesie dopiero Dobra Nowina.

W kontekście dzisiejszych czasów bardzo jednoznacznie brzmi zapowiedź wywyższenia sprawiedliwych w dzień sądu. Kluczowym jest tu słowo maśkilim (mędrcy). To ci, którzy nauczają innych mądrości i sprawiedliwości. Jakże to ważny aspekt etosu nauczyciela. Uczą mądrości Bożej, nie świata. W Nowym Testamencie są to świadkowie Chrystusa, którzy swoim przykładem pokazują, jak być Jego uczniami. Przeciwieństwem Bożych mędrców są fałszywi nauczyciele i prorocy, szczególnie ideologiczni kapłani anty-Kościoła. To oni będą potępieni na wieki.

Psalm responsoryjny: Ps 16, 5.8-11

Jakże nie wielbić Boga, który wlewa w serca ludzkie taką nadzieję i miłość, że chce się być z Nim nie tylko dziś, ale i po wsze czasy. Wobec tej miłości jakże nie wybrać Boga na wieczność? Dokonując innych wyborów, wybieramy utopie, które dają nam jedynie ułudę sensu życia. Żyjemy wówczas jak trawa, dziś zielona, a jutro uschła i zgniła jak nasze umarłe ciała. Wiara ateisty, że Boga nie ma, właśnie wiara, gdyż nikt tego nie udowodnił, to wiara w bujną trawę.

Prawdziwie wierzący człowiek nie powinien wpadać w rozpacz czy zwątpienie, gdy nadchodzi nieznane. Po pierwsze dlatego, że ma Boga przy sobie, a po drugie, że to bardzo dobry i opiekuńczy Bóg. Zdać się na Niego na śmierć i życie, zaufać Mu bezgranicznie, to cel naszej pracy duchowej nad sobą. Możemy modlić się tym psalmem w ciężkich chwilach naszego życia, w chorobie, w przypływach smutku i zwątpienia: "Dasz mi poznać drogę do życia, do pełni radości przed Twoim obliczem i do rozkoszy po prawicy Twojej na zawsze".

Drugie czytanie: Hbr 10, 11-14, 18

Nie bez przyczyny list ten, a szczególnie ten fragment, zaadresowany jest głównie do wspólnot chrześcijan pochodzenia żydowskiego. Autor listu na każdym kroku przekonuje swoich rodaków, że Chrystus jest Mesjaszem, Synem Bożym i Głową Kościoła.

Przemawia głównie do ludzi, którzy doskonale znają Prawo i Proroków. Poprzez rozliczne odniesienia do tych ksiąg, jakby w kontraście, przedstawia postać i rolę Jezusa Chrystusa.

Zwraca uwagę na kilka wielce znaczących różnic, na przykład między arcykapłanami czy kapłanami Starego Przymierzam a Arcykapłanem Nowego Przymierza - Chrystusem, na odmienną skuteczność i rangę postaw: kapłani "stają codziennie do wykonywania swej służby", natomiast Chrystus - Mesjasz "zasiadł" po prawicy Ojca; na niekończące się składanie ofiar przez kapłanów i na jedną zbawczą ofiarę Chrystusa (złożoną raz na zawsze).

Uważny adresat tego listu może wyciągnąć jeden wniosek, że wcześniejsze ofiary były niedoskonałe, że wypełniły się Pisma co do zapowiadanego Pomazańca. Usytuowanie Chrystusa na prawicy Boga jest dopełnieniem się chrystologicznego proroctwa Psalmu 110.

To wczesne, natchnione poznanie, kim jest Jezus Chrystus, winno być dla nas współczesnych, poddanych intensywnej obróbce ideologicznej, źródłem mocnej wiary i trwania w odwiecznej nauce Kościoła, że tylko Jezus Chrystus - Bóg w Trójcy Jedyny jest naszym Panem i jedynym Zbawicielem.

Ewangelia: Mk 13,24-32

Czytany dzisiaj fragment Ewangelii jest częścią tzw. mowy eschatologicznej. We wcześniejszych wersach usłyszeliśmy już zapowiedź zburzenia Jerozolimy. Dzisiaj Chrystus mówi o swoim powtórnym przyjściu na ziemię.

Pan Jezus nigdy nie rzucał słów na wiatr. Wszak przestrzegał nas, że będziemy rozliczeni z każdego słowa. Stąd możemy być pewni, że i Jego słowo wcześniej czy później się wypełni. Choć bibliści (ale też i fałszywi prorocy) przez dwa tysiące lat na wszelkie sposoby próbowali interpretować tę perykopę, to żaden z nich nie odkrył tajemnicy czasu Paruzji. Nie łudźmy się, my też tego nie odgadniemy. A przecież wiemy, że Chrystus przyjdzie, kiedy nikt nie będzie się tego spodziewał. Zaprawdę to wiedza tylko Boga Ojca.

I dobrze. Gdybyśmy na przykład z góry znali czas i miejsce naszej śmierci, czy umielibyśmy twórczo żyć do ostatniego tchnienia, czy też zapadlibyśmy się w siebie i wyglądali końca. Może wyraźniejszy byłby podział na świętych i grzeszników.

Czy czeka nas kosmiczna katastrofa zanim Chrystus powróci? Tego znowu nie wiemy. Niektórzy egzegeci, biorący dosłownie każde słowo, twierdzą, że właśnie tak się stanie. Inni, zwolennicy symbolicznej interpretacji, uważają, że to literackie wyobrażenie zaistnienia widzialnej mocy Bożej. Ludzkość w swojej historii przeżyła już tyle dantejskich scen, za każdym razem myśląc, że już nic gorszego zdarzyć się nie może, co tylko oznacza bezsens wnioskowania o jakiejkolwiek hekatombie w naszym życiu, że to koniec świata.

Chrystus wielokrotnie powtarzał: czuwajcie i módlcie się, nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię. Dla ucznia, który podąża za swoim Mistrzem, każdy znak jest okazją do jeszcze ściślejszego przylgnięcia do Niego. Skoro sami nie znamy dnia ani godziny własnej śmierci, jak możemy przewidzieć, kiedy nastąpi koniec świata.

A jaka płynie nauka z przypowieści o uschniętym figowcu? Czy są znaki we współczesnym świecie, które powinny nas zaniepokoić? Myślę, że kluczem do zrozumienia tej nauki jest rola Matki Boga i Człowieka. Niewiasta w słońce obleczona, Ta, która zetrze głowę węża. Ważnym probierzem wzrostu prawdopodobieństwa nastania "końca czasów" jest intensywność ataków na Niepokalaną i jej dzieci: te nienarodzone i te, które się jej zawierzyły, czy też pseudo-teologiczne próby dezawuowania roli Bogurodzicy w dziele zbawienia. Mówi o tym szczególnie rozdział dwunasty Apokalipsy.

Bóg w swoim miłosiernym planie ratowania człowieka dozwala, aby Matka Najświętsza przekazywała światu Jego orędzia. To właśnie Magnificat przekonuje nas, że Maryja, pokorna służebnica, niczego innego nie robiła, tylko żyła wolą Bożą. Dlatego też trwające od przeszło 150 lat, najintensywniejsze w historii Kościoła, Maryjne ostrzeżenia i napomnienia Ludu Bożego muszą być tymi znakami. Podobnie możemy interpretować ostatnio liczne cuda eucharystyczne. Mało tych znaków?

Warto też zwrócić tu uwagę na słowa Świętego Pawła o innych znakach: "dopóki nie przyjdzie najpierw odstępstwo i nie objawi się człowiek grzechu, syn zatracenia" (2Tes 2,3). Wiele było herezji i odstępstw w historii Kościoła. Gdy zatem słyszymy od niektórych autorytetów kościelnych, że nikt nie nagrał Jezusa, więc skąd mamy wiedzieć, co powiedział, to mamy prawo rozważać dane nam także przez Świętego Pawła pouczenia: "Wszystko badajcie, a co szlachetne - zachowujcie! Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła" ( 1Tes 5,21-22) i zastanawiać się, czy nie są to już te znaki. Czyż Chrystus nie wyraził swoich wątpliwości: "Czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?" (Łk 18,8). A przecież czytamy: "Niebo i ziemia przeminie, ale słowa moje nie przeminą" (Łk 21,31). Te "nagrane", czy "nienagrane"?!

Ciągle uprawnione jest pytanie się o Antychrysta. Bo czy wśród tych odstępstw zachowają się jeszcze autorytety zdolne do jego zdemaskowania? Póki czas trzeba nam się tego rozeznawania uczyć. Skąd? Od kogo?

Ludzie odrzucający Boga skazują siebie na zatracenie, bowiem gdy Chwała Pańska opuszcza duszę człowieka, w tę pustkę wchodzą niszczycielskie siły Złego. Stąd, przez analogię do zniszczenia Jerozolimy, w kulminacyjnym momencie eschatologicznego starcia sił dobra i zła może dojść do zniszczenia miast i państw, które wyrzekły się Boga. Szatan tego dokona.

Czy nie za dużo pesymizmu? Owszem, dla tych, którzy nie wyczekują z utęsknieniem nadejścia Oblubieńca. Trzeba się nam "tylko" nawrócić. Przecież Bóg nie przegra walki z Szatanem. A my?

Andrzej Kowalski

Więcej informacji nt. Bractwa Słowa Bożego można znaleźć, "klikając" TUTAJ

***************************************************

XXXII Niedziela Zwykła - 11.11.2018 r.

Pierwsze czytanie: 1 Krl 17, 10-16

Prorok Eliasz spotyka ubogą wdowę, wchodząc do Sarepty koło Sydonu. Pomimo że kobieta jest poganką, nie ignoruje prośby o pomoc ze strony wyznawcy religii mojżeszowej. Wiemy, że jest świadoma jego przynależności religijnej, ponieważ dla potwierdzenia, że mówi prawdę, zwraca się do proroka Eliasza słowami: "Przysięgam na PANA, twego Boga".

Wdowa walczy o przeżycie kolejnego dnia na ziemi pozbawionej deszczu i usychającej z pragnienia. I kiedy zamierza przygotować ostatni posiłek z resztki mąki i oliwy, o gościnę prosi ją napotkany prorok Eliasz. Słowa, które kieruje do kobiety, nie wywołują ani oburzenia, ani buntu. Wdowa przyjmuje je ze zrozumieniem i pełnym zaufaniem. Oddaje napotkanemu człowiekowi ostatni posiłek, wiedząc dobrze, że nie ma już widoków na następny.

To piękny przykład miłości bliźniego. Kobieta okazuje serce i odnosi się z wielkim szacunkiem do gościa, którego potrzeby stawia ponad własne i ponad swojego syna. Wdowa, wyznawczyni kultu pogańskich bóstw, znajduje się w niezwykle trudnej sytuacji materialnej, a okazuje nie tylko gościnność, tak charakterystyczną dla mieszkańców Bliskiego Wschodu, ale przede wszystkim miłosierdzie. Powiedzielibyśmy, że udzielając pomocy obcemu człowiekowi, odejmuje chleb od ust sobie i swemu dziecku. Pan Bóg nagradza jej szczodrość i przez następne trzy lata suszy, która dotyka jej ziemię, spiżarnia wdowy jest zasobna w mąkę i oliwę.

Autor poucza nas w tym tekście, że Pan Bóg odwzajemni każdy gest serca i hojnie go nagrodzi. Jego miłość, jak mąka w dzbanie i oliwa w baryłce, nigdy się nie wyczerpie.

Psalm responsoryjny: Ps 146, 6c-7. 8-9a. 9b-10

Bóg Wszechmogący, Stwórca świata, Pan całego stworzenia nieustannie troszczy się o człowieka. Jest czułym i wrażliwym Ojcem pochylającym się nad jego cierpieniem. Dochowuje obietnic i trwa w przymierzu z człowiekiem. Nigdy nie cofa raz danego słowa. Słowo Boga jest wieczne.

Hymny, obecne w liturgii Izraela, uroczyście odmawiano lub odśpiewywano podczas sprawowania kultu. Miały za zadanie przedstawiać wielkość Boga i Jego niezwykłą moc sprawczą, która powołała świat do istnienia, a w tym świecie człowieka postawiła ponad wszelkim stworzeniem. Miały uświadamiać, że wszystko, co posiadamy, zawdzięczamy hojności Pana Boga. Hymn jest oddaniem należnej chwały i czci oraz wyrazem miłości do Boga Ojca, nieustannie czuwającego nad swym ludem.

Drugie czytanie: Hbr 9, 24-28

Fragment Listu do Hebrajczyków skupia dziś naszą uwagę na kwestii kapłaństwa i ofiary. Autor wspomina starotestamentalną ofiarę całopalną ze zwierząt, składaną przez kapłana na terenie Świątyni. Kapłan, który w imieniu wiernych, w Dzień Przebłagania wchodził do Miejsca Najświętszego będącego Bożą salą tronową, w której Jahwe spotykał się z człowiekiem, jest prefiguracją Jezusa Chrystusa, najwyższego i wiecznego Kapłana. Poprzez ofiarę życia, złożoną dla zbawienia rodzaju ludzkiego, Chrystus wybawił ludzkość od grzechu i śmierci. Sam wkroczył do najwspanialszej świątyni, do Domu Ojca, gdzie zajmuje miejsce u Jego boku.

Zwykle, kiedy ktoś umiera, pozostają po nim wspomnienia, pamiątki, czasem twórczość, czasem dzieło charytatywne. Jezus Chrystus, po swoim chwalebnym Zmartwychwstaniu, odchodząc do Domu Ojca, zostawił nam nie tylko swoją naukę. Na zawsze pozostał z nami w Eucharystii pod postacią chleba i wina. Ofiara, która dokonała się dwa tysiące lat temu na Krzyżu, jest sprawowana codziennie na ołtarzach Kościoła powszechnego. Jezus żywy i prawdziwy, Kapłan i Ofiara, obecny jest pośród nas. I podczas gdy starotestamentalny kapłan mógł jedynie raz w roku dostępować łaski spotkania z Bogiem w Miejscu Najświętszym, my dzięki Ofierze Bożego Syna możemy spotykać się z Nim w czasie każdej Eucharystii oraz podczas adoracji Najświętszego Sakramentu. Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam także na wieki.

Ewangelia: Mk 12, 38-44

Pierwsza część dzisiejszej Ewangelii zawiera zarzuty wobec uczonych w Piśmie. Pan Jezus przestrzega przed ludźmi, którzy, choć powołani zostali do głoszenia Słowa Bożego, stwarzają pozory pobożności. W efekcie stosują w życiu podwójne standardy. Przestroga i wyrok, które padają z ust Chrystusa, są ponadczasowym przesłaniem. Nie odnoszą się jedynie do wyznawców judaizmu, lecz do wszystkich ludzi.

Takiej obłudnej postawie, dotyczącej zewnętrznych oznak kultu, Pan przeciwstawia ubogą wdowę, która w ciszy oddaje wszystko, co posiada, na rzecz Świątyni. Ten wzruszający gest jest pozbawiony kalkulacji osiągnięcia korzyści. To wyjątkowy dar serca dla innych, ale przede wszystkim dla większej chwały Boga. Składając swoją ofiarę, kobieta udzieliła wsparcia Świątyni, czym pośrednio przyczyniła się do umocnienia pozycji swego narodu.

Współcześnie takim wdowim groszem może być każde, również niematerialne, działanie na rzecz drugiego człowieka, a nie skalkulowane na osobistą korzyść i poklask. Wszystko, co z serca ofiarujemy innym, każde nasze zaangażowanie w pomoc drugiemu człowiekowi, bez oczekiwania na wdzięczność, jest takim ewangelicznym wdowim groszem.

W tym szczególnym dniu, kiedy świętujemy setną rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości, nie sposób przemilczeć znaczenia ofiary tych, którzy nie licząc na chwałę i zaszczyty, złożyli na ołtarzu Ojczyzny swoje życie. Ich ofiara sprawiła, że umiłowana Ojczyzna odzyskała wolność i pozostała wierna Bogu. Dziękując im za to, ogarniajmy ich dzisiaj naszą modlitwą. Bądź wolna i szczęśliwa moja Ojczyzno, Polsko!

Teresa Pieczyńska

Więcej informacji nt. Bractwa Słowa Bożego można znaleźć, "klikając" TUTAJ

***************************************************

Pierwsze czytanie: Lb 11, 25-29

Tekst o rozciągnięciu Mojżeszowego charyzmatu na szersze gremium pokazuje, że biblijna wizja Ludu Bożego nie jest klerykalna i nikt nie ma monopolu na Ducha Świętego. Istnieje wprawdzie hierarchia - w następnych rozdziałach Bóg upomni się o przywództwo Mojżesza wobec buntu Miriam i Aarona (por. Lb 12, 1-8) oraz ukarze wywrotowe stronnictwo Koracha, Datana i Abirama (por. Lb 16, 1-3.8-11.27.32-35), ale Opatrzność pozwala największemu z proroków odkryć, że jednostka nie udźwignie ciężaru odpowiedzialności za wszystkich i wszystko (por. Lb 11, 14). Próbując to robić, przywódca "zamęczy siebie i lud", jak trzeźwo zauważył w innym miejscu teść Mojżesza (por. Wj 18, 18).

Udzielenie prorockiego natchnienia dwóm członkom starszyzny, zawieruszonym (nie wiedzieć czemu) gdzieś w obozie, na oczach przypadkowych widzów stało się okazją do przepowiedni ukrytej w westchnieniu Mojżesza: "Oby tak cały lud Pana prorokował!" Ludem prorockim okaże się nowotestamentowy Kościół - gdzie Bóg da wszystkim Ducha spoczywającego na Chrystusie (por. J 1, 32-33), żeby ten Duch objawiał się "w każdym dla wspólnego dobra" (por. 1 Kor 12, 7). Choć istnieje hierarchia odpowiedzialności i podział ról, to jednak nikt nie powinien być biernym "laikiem", bo stanowimy różne organy jednego Ciała, żeby współdziałać "napojeni jednym Duchem" (por. 1 Kor 12, 13).

Psalm responsoryjny: Ps 19 (18), 8.10.12-13.14

Możemy dać się prowadzić radości z powodu Słowa Bożego, z powodu jego prorockiej mądrości. Jako uczniowie tego słowa jesteśmy ludem proroków. Ale jesteśmy nim wyłącznie jako Boże dzieci, świadome swej małości wobec Pana (tak zwana "bojaźń Boża" to respekt dla obiektywnie Najwyższego, rozkochany szacunek) i dające Mu się wychowywać. Niech nas Bóg broni od pychy, tego wirusa głupoty niesprzecznej z inteligencją, choroby diabła, którą on rozniósł po świecie.

Drugie czytanie: Jk 5, 1-6

Wiele razy różni komentatorzy podkreślali, że Pismo nie potępia samego posiadania, tylko towarzyszący mu egoizm. Nie zmienia to faktu (na który Słowo Boże szczególnie nas uczula), że posiadanie bywa życiową ambicją, sensem egzystencji, bożyszczem - a drugą stronę tego medalu stanowi krzywdzenie innych lub obojętność na ich los (por. Łk 16, 19-20). Próba "zachowania życia" za pomocą mnożenia materialnych zabezpieczeń zdobytych kosztem bliźnich skutkuje utratą wszystkiego (por. Łk 9, 24-25) - bo oto wszystkim stało się dla człowieka coś, co z natury rzeczy przemija.

Złudna siła i równie złudne znaczenie dawane przez bogactwo zderzają się z twardym "Nie!" Boga (czyli Jego gniewem), tym bardziej, że bazują na krzywdzie słabszych - a żywy Bóg Objawienia zawsze staje po stronie tych ostatnich (sierot, wdów, migrantów, uciśnionych, wykluczonych, chorych). Warto o tym pamiętać, kiedy kuszą nas konsumpcyjne wzorce i narcystyczne ideały, które zresztą niszczą też samych swych wyznawców, zabijają duszę dziecka Bożego.

Ewangelia: Mk 9, 38-43.45.47-48

Na początek otrzymujemy od Chrystusa ważną lekcję "ekumenicznej" otwartości - polegającej na tym, że trzymając się wspólnoty zwołanej przez Pana, nie próbujemy zawłaszczać Jego samego. Tradycja apostolska gwarantuje autentyczne spotkanie z Jezusem ("Kto was słucha, mnie słucha", Łk 10, 16), ale nie możemy zabronić Panu działać także w tych, "co nie chodzą z nami". Jeśli On sam, objawiający się w Słowie, intuicji serca lub pod postacią swych "braci najmniejszych" (por. Mt 25, 40.45) wymaga zdecydowanego opowiedzenia się po Jego (lub po ich - potrzebujących) stronie - "Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie" (Łk 11, 23) - to z kolei Kościół ma widzieć sojusznika w każdym, kto go programowo nie zwalcza. Jesteśmy uczniami Miłości, która "we wszystkim pokłada nadzieję" (1 Kor 13, 7) i której Duch "wieje tam, gdzie chce" (por. J 3, 8). Możemy szukać królestwa Bożego w każdym człowieku dobrej woli.

Jednak choć nie mamy prawa osądzać cudzej relacji z Bogiem, to absolutnie nie wolno sprawiać wrażenia (lub, nie daj Boże, naprawdę okazywać) nonszalancji w sprawach wiary. Jesteśmy odpowiedzialni za siebie nawzajem, a szczególnie za "tych małych, którzy wierzą" - za dzieci, młodzież, ludzi prostych, osoby zagubione. Gdyby moja, nielicząca się z ich wrażliwością, swoboda "światłego wierzącego" doprowadziła kogoś do kryzysu lub upadku (por. Rz 14, 13.20-23; 1 Kor 8, 1-2.9-13), to byłaby to zbrodnia, której ciężar obrazuje przywołany przez Jezusa "kamień młyński".

Kamieniem u szyi bywa też przyzwyczajenie się do zła we własnym życiu, gdy jakiś grzech "wchodzi człowiekowi w krew", gdy czuję się bez niego "jak bez ręki". Kto traktuje życie duchowe serio, ten wie, że amputacja jest lepsza niż gangrena. Nie chodzi o to, żeby przekreślić kogoś zmagającego się ze złym nawykiem i wciąż upadającego - przyjaciel Boga codziennie "siedmiokroć upadnie i wstanie" (por. Prz 24, 16), bo Pan przebacza "siedemdziesiąt razy po siedem" (por. Mt 18, 21-22). Chodzi o zdecydowaną niezgodę na własne upadki, o stawanie po stronie Boga przeciw sobie samemu, uparte "nie" wobec głęboko nawet zakorzenionych sposobów patrzenia i reagowania, o radykalne ucinanie okazji do grzechu.

dr hab. Marek Kita

Poprawiony (sobota, 17 listopada 2018 23:53)

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież